Vegane Gesellschaft Österreich 07-08.04.2018 Effective Vegan Advocacy

W dniach 07-08 kwietnia 2018 przedstawiciele Vege Polska:

  1. Beata Mońka
  2. Justyna Katarzyna Maras
  3. Magdalena Katarzyna Patoka
  4. Malwina Malinowska

w ramach programu Erasmus+ Edukacja dorosłych uczestniczyły w szkoleniu „Effective Vegan Advocacy” w austriackiej organizacji Vegane Gesellschaft Österreich w Wiedniu.


Program kursu:

        07.04.2018 

09:30 – 10:00 Kawa, herbata i zapoznanie się uczestników
10:00 – 10:30 Kwestie praktyczne, wprowadzenie, porządek kursu
10:30 – 11:15 Zmiana podejścia do zwierząt (Tobiasz)
11:15 – 11:30 Przerwa
11:30 – 13:00 Efektywna komunikacja, część 1 (Melanie)
13:00 – 14:00 Lunch
14:00 – 15:30 Efektywna komunikacja, część 2 (Melanie)
15:30 – 15:45 Przerwa
15:45 – 17:00 Effective Vegan Advocacy (Melanie)

        08.04.2018

09:30 – 10:00 Kawa, herbata
10:00 – 11:15 Jak ułatwić współodczuwanie (Tobiasz)
11:15 – 11:30 Przerwa
11:30 – 13:00 Skuteczna promocja weganizmu (Tobiasz)
13:00 – 14:00 Lunch
14:00 – 15:30 Zrównoważony aktywizm (Melanie)
15:30 – 16:00 Ewaluacja i zakończenie


 

Dzień 1, czwartek

Pociąg do Wiednia. Magda wsiada w Gdańsku, Beata dosiada się w Warszawie. Rozmawiają o swoich motywacjach do zgłoszenia się na wyjazd. Beata jest dietetyczką i chce dowiedzieć się, jak lepiej pomagać swoim pacjentom oraz jak lepiej się z nimi komunikować. Magda zaś chciałaby nauczyć się lepiej dotrzeć do osób, które pierwszy raz stykają się z weganizmem.

W Wiedniu bez problemu docierają do mieszkania, gdzie wita je Brie, żona Martina, gospodarza. Mieszkanie jest lepsze niż wydawało się ze zdjęć – wygodne, jasne i przytulne. Dziewczyny rozdzielają między siebie pokoje i zmęczone, zasypiają wcześnie – jutro czeka wszystkich zwiedzanie pięknej stolicy Austrii.

Dzień 2 , piątek.

Wcześnie rano przyjeżdżają Justyna i Malwina, które mają za sobą ciężką podróż busem z Warszawy. Dziewczyny narzekają na przewoźnika, ale piękny, wiedeński poranek rekompensuje im nerwy i prędko zapominają o niedogodnościach.

Nie ma czasu na spanie, więc kiedy tylko dziewczyny odświeżyły się po podróży, odbyły się pierwsze wspólne zakupy. Pobliski sklep zaskoczył nas szerokim asortymentem produktów wegańskich, więc bez problemu udało się zaopatrzyć w najbardziej potrzebne artykuły. Szybkie wspólne śniadanie i ruszamy zwiedzać Wiedeń!

Pierwszym celem był Pałac Habsburgów, do którego udało nam się dostać po kilku przesiadkach metrem. (Na szczęście miałyśmy karty weekendowe, dzięki którym mogłyśmy korzystać z komunikacji we Wiedniu bez ograniczeń.)

Pogoda była przepięknie wiosenna, słońce często wyglądało zza lekkich chmur, wiał chłodny wiaterek.

Po zwiedzeniu ogromnego kompleksu pałacowego, postanowiliśmy zjeść wspólnie obiad. Z pomocą przyszła nam aplikacja Happy Cow, dzięki której odnalazłyśmy kilka interesujących miejsc. Niestety, pierwsze z nich, Delicious Vegan Bistro, odstraszyło nas trwającym remontem. Dalsze poszukiwania doprowadziły nas do restauracji Formosa, gdzie ugościła nas przesympatyczna szefowa, Emi. Jedzenie było przepyszne, Teriyaki Beef i Japanese Tofu podbiły nasze podniebienia, podobnie jak fenomenalne lemoniady z kumkwatem i limonką. Na deser zostaliśmy poczęstowani czekoladowymi pralinami, wytwarzanymi na miejscu przez samą Emi. Nie obyło się bez pamiątkowego zdjęcia z przesympatyczną gospodynią.

Kolejnymi punktami na liście, które koniecznie musieliśmy zobaczyć, były: Hofburg – pałac cesarski, Teatr Miejski, Ratusz, Muzeum Historii Sztuki i Historii Naturalnej oraz oczywiście plac św. Szczepana. Tam zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę, by podziwiać majestatyczne piękno neogotyckiej katedry oraz popisy ulicznych sztukmistrzów. Poza pięknem zabytków naszą uwagę przyciągnęły także kramy z pamiątkami i sklep Lush, który interesował przede wszystkim Justynę.

Na podwieczorek wybraliśmy kawiarnię Elmira, zasugerowaną ponownie przez Happy Cow. Dzięki odpoczynkowi przy znakomitych słodkościach i kawie, udało nam się odzyskać nieco sił, w związku z czym postanowiliśmy wybrać się jeszcze w jedno miejsce – Prater. Słynny park rozrywki zachwyca różnorodnością i jest dowodem na to, jak wspaniale mogą bawić się ludzie bez wykorzystywania zwierząt (Austria jest jednym z krajów, w których wykorzystywanie zwierząt w cyrkach jest zabronione). Zwiedziliśmy część parku, jednak zmęczenie dało o sobie znać, więc wróciliśmy metrem do mieszkania i wkrótce położyliśmy się spać.

Dzień 3, sobota.

Wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć na powitanie i rejestrację uczestników w Don Bosco Haus.  Plany pokrzyżowała nam gorąca dyskusja w tramwaju – zagadane, przejechałyśmy przystanek. Na szczęście, uczynna Austriaczka uratowała nas z opresji i pomogła dotrzeć na miejsce. Udało nam się zarejestrować przed 9:30, dzięki czemu mogłyśmy spokojnie przypomnieć sobie program szkolenia i pobrać ciekawe materiały. Na sali było około 100 osób z różnych krajów, głównie z Austrii i Czech, ale także Słowacy, Rumuni, Włosi, Estończycy. Mnóstwo aktywistów z różnych krajów europejskich, wszyscy żywo zainteresowani, chętnie biorący udział w dyskusjach, nawiązujący kontakty, otwarci.

Byłyśmy pod wrażeniem organizacji i skrupulatności obsługi. Kiedy otrzymałyśmy informację, że nasze certyfikaty są w druku, wiedziałyśmy na pewno, że niedługo do nas dotrą, bo wszystko odbywało się w bardzo oficjalnej atmosferze. Wykłady i warsztaty z Melanie Joy i Tobiasem Leenaertem były fenomenalne – ogrom wiedzy i sposób jej podania przerósł nasze najśmielsze oczekiwania.

Na lunch podano same wegańskie smakowitości. Jadłyśmy między innymi zapiekane warzywa w cieście francuskim, które, jak mówi Malwina, były po prostu przepyszne, a Beata nie najadła się tak od 30 lat ;).

Integracja z innymi uczestnikami była raczej symboliczna, odbywała się jedynie w obrębie stołów, przy których siedzieliśmy – niektórzy, pomimo prośby, nie zmieniają nigdy swoich miejsc, więc proces integracji jest zaburzony. Odrobinę nas to zasmuciło.

Po wykładach musiałyśmy zrobić zakupy na dwa dni, bo w niedziele wszystkie sklepy są zamknięte. Wybrałyśmy się więc do pobliskiego Spara, gdzie kupiłyśmy spory zapas jedzenia. Odwiozłyśmy zakupy do mieszkania i pojechałyśmy zwiedzić wiedeńską starówkę wieczorem.

Pod katedrą świętego Szczepana spotkałyśmy aktywistów z Osterreich Vegan Gesselschaft, którzy w każdy weekend wyświetlają na telebimie filmy z rzeźni, wraz z dźwiękiem. Zrobiło to na nas duże wrażenie, nasze zdania są podzielone. Rozmawiałyśmy z nimi dłuższą chwilę, dzieląc się doświadczeniami. Okazuje się, że są bardzo aktywni, a ich akcje – głównie bezpośrednie. Jedna z aktywistek pomogła nam znaleźć miejsce, w którym o późnej porze można zjeść coś wegańskiego. Tak trafiamy do Veggiezz, gdzie próbujemy m.in. matcha latte, złotego mleka migdałowego i przepysznego Quinoa Power Bowl. Decydujemy, że koniecznie musimy wrócić tu przed wyjazdem.

Dzień 4, niedziela.

Drugi dzień szkolenia przyniósł nam nową dawkę wiedzy i nowe znajomości. Niestety, nasza refleksja co do integracji wszystkich uczestników szkolenia, jest nadal aktualna. Grupy trzymają się razem. Ponownie otrzymałyśmy pyszny obiad, który zakończyłyśmy sjestą na trawie, w mocniej już grzejącym słońcu.

Podsumowanie szkolenia było ciekawe, podobnie jak sekcja pytań do Melanie. Na Justynie największe wrażenie zrobiły wykłady Tobiasa, zaś Beata zachwyciła się Melanie Joy.

Po zakończeniu warsztatów, pojechaliśmy nad Dunaj, aby pożegnać się z Wiedniem. Po drodze postanowiłyśmy zobaczyć Hundertwasserhaus, który zachwycił nas swoją bryłą i nietuzinkową architekturą. Następnie zobaczyłyśmy jeszcze jeden budynek projektu Hundertwassera, niedaleki KunstHausWien, będący muzeum. Przedostatnim punktem naszej niedzielnej tułaczki była wyspa na Dunaju (Donau Insel). Pierwszym wrażeniem, kiedy zdaliśmy sobie sprawę z ogromu Dunaju, było pełne zachwytu: „Ale wielka rzeka!” wyszeptane przez Justynę. Chłodny wiatr i zbliżający się zachód słońca skłoniły nas, żeby prędko wrócić w bardziej zabudowaną część miasta i tak, po raz kolejny, znaleźliśmy się w Veggiezz, gdzie postanowiliśmy zjeść kolację. Malwina i Beata były bardzo głodne, więc ich uczta trwała długo. Magda i Justyna postawiły na wiedeńską klasykę, czyli wegański Tort Sachera. Było pysznie!

Dzień 5, poniedziałek. Wracamy.

Musiałyśmy wstać bardzo wcześnie, żeby zdążyć się spakować, uprzątnąć po sobie mieszkanie i dotrzeć na pociąg. Na szczęście byłyśmy dobrze zorganizowane i udało się wypełnić plan na 100% – na głównym dworcu Wiednia byłyśmy przed czasem, nawet była jeszcze chwila, żeby kupić sobie wodę na drogę.

Podróż byłą wygodna i bezpieczna, przez cały czas rozmawiałyśmy i dzieliłyśmy się wrażeniami. Czas zleciał i nie wiadomo kiedy, byłyśmy w Polsce. Niestety z drobnym opóźnieniem, ale udało się dotrzeć bezpiecznie do domu.

Justyna Katarzyna Maras


Oto kilka zdjęć z mobilności:

 

 

 


EU flag-Erasmus+_vect_POS

Przy wsparciu programu Unii Europejskiej Erasmus+
Mobilność kadry edukacji dorosłych