Radioaktywne o 24. Henschke Festivalu

369 – dokładnie tyle dni czekaliśmy na kolejną edycję jednego z najbardziej wyjątkowych warszawskich wydarzeń. I gdyby tyle kosztował bilet wstępu, łatwiej byłoby mi wyjaśnić zaskakująco niską frekwencję na tegorocznym Henschke Festival.

Ta coroczna impreza, poświęcona zdrowemu odżywianiu, kuchni wegetariańskiej oraz wegańskiej i muzyce alternatywnej, wydaje się przecież być nie tylko jednym z najciekawszych warszawskich wydarzeń lifestylowych, ale także znakomitą
okazją do obejrzenia występów czołówki polskiej sceny muzycznej. W czasach, gdy z dnia na dzień przybywa wegan i wegetarian, a o zdrowym odżywianiu słyszy się non-stop, obecność tak niewielu osób mocno dziwi. Szkoda, ale w gruncie rzeczy to chyba nie mój problem, bo ten, kto 4 października 2014 roku odwiedził lokale przy ul. 11 listopada 22 (Chmury / Hydrozagadka), z pewnością nie żałuje. Po odciśnięciu na swojej dłoni symbolu jamniczka, spędziłem na Henschke Festival ponad 10 godzin. Rozpoczęliśmy w południe, pokazem „W zielonej krainie”, który planowo przygotowany był dla dzieci. Niestety, maluchów na sali nie było, dlatego prowadzące zmuszone były zmienić swój wykład w ciągu paru chwil – udało im się to znakomicie. Sytuacja ta doskonale obrazuje całą organizację festiwalu, za którą odpowiada Pan Piotr Henschke. Pełen profesjonalizm, spokój, zaangażowanie w swoją pracę – wszystkie te cechy przeplatały się tego dnia na warszawskiej Pradze. Możliwości spróbowania potraw, przygotowanych w trakcie pokazów, było bardzo wiele (warto wspomnieć o lunchu dla wszystkich uczestników, niekoniecznie uczestniczących w warsztatach), jednak tym co przykuło moją największą uwagę i zgromadziło na sali najwięcej osób, były wykłady poświęcone kulturze wegetarian i wegan. Otwierając oczy uczestników i ukazując znacznie szersze spojrzenie na tego typu styl życia, przemówili m.in. Sherap Nyima
(„Wegetarianizm a buddyzm”) oraz Mikołaj Kołyszko („Vege revolta – wegetarianizm w subkulturach młodzieżowych”). Łącznie uczestnicy mieli okazję wziąć udział w aż 9 warsztatach i wykładach, a także skorzystać z atrakcji przygotowanych dla nich przez wystawców.
Tuż po godzinie 16 rozpoczęła się część muzyczna, na którą z niecierpliwością czekałem od momentu ogłoszenia line-up’u. Jak co roku, organizatorzy przygotowali dla nas występy znakomitych przedstawicieli swojego gatunku. Na scenie jako pierwsze pojawiło się trio
We Call it a Sound, które zaprezentowało materiał ze swojego tegorocznego, trzeciego
już w dorobku formacji albumu „Trójpole”. Ich występu nie trzeba chyba opisywać zbyt szeroko – znakomicie definiuje go szeroki uśmiech Karola Majerowskiego, gdy perfekcyjnie udało mu się zapętlić linię wokalu w utworze „Smugi”. Jestem przekonany, że taki sam uśmiech malował się na ustach wszystkich zgromadzonych w Hydrozagadce, ponieważ w tym widowisku uczestniczyło się z ogromną przyjemnością. Kolejna formacja, która gościła na scenie festiwalu, to Queer Resource Center. Niestety, ten występ pominę milczeniem, gdyż zdecydowanie bardziej wolę opisywać walory artystyczne muzyków, niż ich umiejętności aktorskie. Jako trzeci wystąpił Michał Pydo, wokalista Hatifnats, wspomagany przez perkusistę, którego nazwiska nie zapamiętałem i bardzo tego żałuję. Duet ten przeniósł mnie z klubu w całkowicie inny świat.
Fantastycznie dopasowane poziomy wielu zapętlonych ścieżek gitary elektrycznej, fenomenalne wyczucie instrumentów, nieopisana głębia oraz przestrzeń muzyki obu Panów i spokój to coś, co tego wieczoru poruszyło mnie najbardziej. Kolejny
występ to formacja George Dorn Screams, która zdecydowała się zaprezentować nie tylko znany słuchaczom materiał, ale także kilka premierowych utworów – za to ogromne dzięki. Boli jednak fakt, że wokal Magdy Powalisz był ledwo słyszalny. Trudno stwierdzić czy wina leży po stronie akustyka, czy może perkusisty zespołu, który sam (nie dość cicho) powiedział koledze, że „testuje jakość” bębnów. Nowy materiał usłyszeliśmy również od zespołu Bad Light District i chyba każdy kto widział ich koncert przyzna, że nowa płyta
zapowiada się równie dobrze, jak poprzednie krążki formacji. Przedostatnim występem tego wieczoru był zaskakujący projekt członków chyba najważniejszego dla mnie polskiego zespołu alternatywnego – Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach. Pod szyldem „Ego Hunger and Agression” Panowie dali koncert, którego długo nie zapomnę. Szkoda, że nie wygospodarowano dla nich w festiwalowym terminarzu chociaż 10 minut więcej.
Tuż po EHaA na scenie pojawiła się ostatnia tego wieczoru gwiazda – Keira Is You. Usłyszeliśmy przedsmak znakomitego materiału, który na bandcampie zespołu będziemy mogli nabyć już pod koniec tego miesiąca.
Przyznam szczerze – po raz pierwszy uczestniczyłem w całym Henschke Festivalu, od jego rozpoczęcia do zakończenia i bardzo tego żałuję.
Wychodząc z domu nie spodziewałem się tak wspaniale spędzonej soboty. Ogromnie dziękuję wszystkim, których spotkałem na warszawskiej Pradze – organizatorom, wystawcom, wykładowcom, kucharzom, uczestnikom, muzykom i wszystkim pozostałym, których pominąłem. Otwierając 24 Henschke Festival Pan Piotr Henschke powiedział „promujemy lepsze życie” ; Panie Piotrze – to rzeczywiście był jeden z lepszych dni.

Źródło: www.radioaktywne.pl

Red.Piotr Wierus
piotr.wierus@radioaktywne.pl